Lifehacki: Planowanie podróży z PKU!

2022-05-11

Zanim wyruszysz w drogę z PKU…

Planowanie podróży to dość długi proces. Od tego, jak dobrze się przygotujemy, może zależeć, czy weekend lub wakacje będą udane. Nie chodzi o zaplanowanie każdej godziny wyjazdu, a raczej przygotowanie się na różne okoliczności i zebranie wiedzy na temat odwiedzanych atrakcji. Gdybym miał stworzyć listę z tym, co uważam za najważniejsze, punktów byłoby kilka i zapewne co roku miałbym coś do dodania lub zmodyfikowania, ze względu na doświadczenie.

Zaczynam od podróży palcem po mapie – to moim zdaniem najbardziej kreatywna część.
Zaznaczam i zapisuję wszystkie znaleziska. Kiedy nadarzy się okazja do wyjazdu, wybieram  jedno z długiej listy miejsc zależnie od możliwości czasowych. Wtedy czytam o nim, a jeśli znajduje się w innym kraju, sprawdzam praktyczne informacje, czy np. w najbliższym czasie nie zostaną zamknięte granice lub jakie obowiązują tam zasady roamingu komórkowego.
Zaznaczam także nietypowe obiekty noclegowe, których polecam szukać, bo mogą uczynić wycieczkę bardziej niezapomnianą (np. drewniana chata w wiosce tatarskiej lub hotel urządzony w stylu więziennym). Jeżeli jedziemy transportem publicznym, to na tym etapie trzeba też przemyśleć wszelkie połączenia. Zazwyczaj przesiadka między pociągami lub do autobusu nie jest problemem, ale nie dajmy się zaskoczyć np. kosztownym dojazdem z lotniska (w Wilnie z centrum miasta na lotnisko są 3 kilometry, w Stambule to odległość ponad 40 kilometrów). Poza tym regularnie oglądam w mediach społecznościowych kanały geograficzne, historyczne, podróżnicze i inne. Czerpię z nich inspiracje zarówno w kwestii miejsc, jak i nowych pomysłów na eskapady (jechaliście kiedyś pociągiem towarowym na stopa?).

Lubię zostawić sobie przestrzeń na spontaniczne decyzje i być otwartym na modyfikację planów, jednak staram się, aby było to poparte wcześniejszym przygotowaniem. Trzeba uważać, żeby spontaniczna decyzja nie okazała się decyzją lekkomyślną, szczególnie że w takich chwilach adrenalina może utrudnić trzeźwą ocenę sytuacji. Kiedyś, zachęcony widokami, pojechałem drogą na skróty, która okazał się być gruntową, przez co straciłem dużo czasu. Miałem zapas paliwa na taką ewentualność, jednak dojechałem do hostelu po zmroku, gdzie u progu drzwi czekał na mnie zniecierpliwiony właściciel. Na późniejszym etapie trzeba zastanowić się nad pakowaniem ekwipunku. Lepiej nie robić tego kilka dni (a co gorsza, kilka godzin) przed wyjazdem – dla mnie ten etap zaczyna się nawet parę miesięcy przed sezonem. Kontroluję stan walizek, toreb, plecaków, a także odzieży, w tym termoaktywnej i przeciwdeszczowej. Dokupuję lub naprawiam, co trzeba. Dla motocyklistów organizowane są specjalne giełdy na początku sezonu, gdzie można wyposażyć się niedużym kosztem np. w używane sakwy.

Jestem zwolennikiem minimalizmu w pakowaniu – im mniej bagażu, tym lepiej.
Przydatne turystyczne akcesoria, które zabieram to m.in. podróżne buteleczki na kosmetyki (niezbędne do samolotu), powerbank, mała latarka, wodoodporny pokrowiec na telefon, słuchawki. Do pociągu obowiązkowo książka. W podróży lubię robić zdjęcia i kręcić filmy, dlatego mam w torbie kamerę, mini statyw i pilota do samowyzwalacza aparatu. Jeśli nawet nie mamy ambicji fotograficznych, zdjęcia będą wartościową pamiątką w przyszłości, choćby dla nas samych. W podręcznej torbie mam parę sztuk preparatu (większy zapas trzymam w dużej walizce) i butelkę wody. Oprócz tego zależnie od planu dnia, do jedzenia zabieram owoce i warzywa w różnej formie – świeże, krojone w pojemniku lub w puszce. Jeśli lecimy samolotem, potrzebne będzie zaświadczenie o konieczności przyjmowania preparatu.
Jako ciekawostkę dodam, że niektóre hostele wymagają posiadania kapci lub dopłaty za ich wypożyczenie.

Następnie należy zastanowić się nad miejscem noclegu. Ja podróżując motocyklem, często dokonuję rezerwacji na bieżąco, czyli np. godzinę przed zachodem słońca. W razie braku wolnych pokoi mogę jechać do następnej miejscowości, ewentualnie zboczyć z trasy. Jednak nawet na etapie planowania zaznaczam sobie zapasowe i sprawdzone punkty mniej więcej w obszarze, w którym przewiduję, że się znajdę. Jeśli jednak jadę do dużego miasta, to obowiązkowo rezerwuję wcześniej. Korzystam z Bookingu – jest to portal godny zaufania w kwestii przelewania pieniędzy za granicę. Warto też korzystać z aplikacji na telefon – jest taniej i mamy podgląd na rezerwację w każdej chwili. Jednym z udogodnień, na które zwracam uwagę, jest dostęp do wspólnej kuchni. W większości obiektów nie ma z tym problemu. Przygotowuję tam wówczas śniadania i kolacje z produktów przywiezionych ze sobą lub kupionych w lokalnym sklepie. W ciągu dnia można zjeść coś na mieście, szukam restauracji i barów wegańskich, ewentualnie sprawdzonych sieciówek (np. Kuchnia Marche).

Alternatywnie, jeśli podróżujemy z namiotem, dobrym rozwiązaniem jest posiadanie turystycznej kuchenki gazowej, garnka i innych przyborów z tym związanych. Daje to największą niezależność, niestety minusem jest spora waga i wielkość całego zestawu, a do tego potrzebujemy jeszcze składników… Nie ukrywam, że jest to w sferze moich planów – móc ugotować obiad na łonie natury, następnie spakować się i jechać dalej. Bez tracenia czasu na szukanie wegetariańskich/wegańskich restauracji w trudnodostępnych miejscach oraz tłumaczenia kelnerowi, że skwarki to też mięso.

Mam nadzieję, że niezależnie od Waszej koncepcji, na następną podróż przygotujecie się wzorowo i jedyny głód, jaki będziecie odczuwać, to głód nowych wrażeń.

 

Fenymenalny Wojtek

 

 

« Zobacz poprzedni wpis