Lifehacki: Jak zacząć z kuchnią PKU?

2021-04-29

Dieta w fenyloketonurii na pierwszy rzut oka wydaje się wręcz niemożliwa do prowadzenia. I  faktycznie, dla niewprawionej osoby mierzenie się z bardzo ograniczoną ilością produktów oraz skrupulatnym liczeniem wartości odżywczych z początku jest naprawdę trudne. Z czasem jednak, kiedy poznamy już produkty, zaznajomimy się z wagą i kalkulatorem, dochodzimy do momentu, w którym dieta staje się naszym partnerem. Oto kilka moich sposobów i rad na to, żeby kuchnia PKU szybko stała nam się nieuciążliwym, lecz wesołym kompanem.

 

  1. Zacznijmy jak najwcześniej.

To rada głównie dla rodziców dzieci z PKU. Warto jak najwcześniej zacząć przygodę dziecka z kuchnią i  gotowaniem – najlepiej w formie zabawy. Nauka odmierzania produktów PKU, u starszych wyliczania wartości PHE – to są zupełne podstawy, które każdy fenylak powinien szybko opanować, aby samemu później świetnie radzić sobie w kuchni. Nie ulega też wątpliwości, że niskobiałkowe produkty takie jak mąka, czy zamiennik jajka, nie zachowują się w kuchni tak, jak ich wysokobiałkowe odpowiedniki. Dlatego tutaj warto też zwracać uwagę na to, że nie każdy normobiałkowy przepis wyjdzie tak samo na  produktach PKU. Każdy z nas ma swoje „lifehacki”, które sprawiają, że takie przepisy wychodzą lepiej (np. dodanie puree ziemniaczanego do bułeczek, aby dłużej zachowały świeżość). Warto już na start dzielić się takimi doświadczeniami, aby młodzi ludzie stawiający pierwsze kroki w kuchni PKU nie  zniechęcali się zbyt szybko.

  1. Zacznijmy od prostych dań.

Najlepiej jest zacząć od podstawowych przepisów, (jeśli jest taka możliwość, pod czyimś okiem). Takim standardem na start jest chleb PKU – każdy ma na niego swój własny, trochę inny sposób. Czasami taki chleb wymaga również kilku podejść, co jest zupełnie normalne i nie należy się zrażać, jeśli za  pierwszym razem nie wyjdzie nam idealny. Dobrym następnym krokiem jest przygotowywanie prostego spaghetti. W zupełnie podstawowej wersji wystarczy ugotować makaron, osobno na patelni podsmażyć świeże pomidory (albo te z puszki), delikatnie przyprawić, połączyć i mamy gotowe danie. A kiedy już mamy podstawy i poznaliśmy nasze produkty PKU – możemy przejść do następnego punktu.

  1. Nie bójmy się eksperymentować.

Eksperymenty kulinarne oraz poszerzanie smaków można zacząć od zupełnie banalnych rzeczy. Do  wspomnianego wcześniej spaghetti z sosem pomidorowym można wrzucić garść szpinaku, oliwek, czy kaparów i zobaczyć, co nam z tego wyjdzie. Kiedy już poczujemy się pewniej w kuchni, warto próbować odtwarzać inne, bardziej skomplikowane przepisy. Wiele wysokobiałkowych dań da się  przerobić na wersje niskobiałkowe. Doskonale rozumiem, że młodzi ludzie często poszukują pewnych smaków i  konsystencji, które na pierwszy rzut oka są trudno dostępne w diecie PKU. Tak naprawdę wiele dań da się wyczarować, jeżeli odpowiednio poszukamy produktów lub pokombinujemy z  dostępnymi nam możliwościami. Pamiętajmy też, że trzeba być dość elastycznym w  kuchni – w diecie PKU chodzi przede wszystkim o pewną równowagę. Jeżeli na obiad zjemy danie, które miało więcej PHE, to równoważymy to ściśle niskobiałkowymi produktami na inne posiłki. Dieta w PKU naprawdę daje mnóstwo możliwości.

  1. Przyjaciele przyprawy.

W kuchni każdego fenylaka i nie tylko powinno być sporo przypraw. To one pozwalają zamienić podstawowe danie w nowe, kulinarne doświadczenie. Warto swobodnie eksperymentować z  dodawaniem różnych przypraw, szukać swoich smaków i ulubionych połączeń. Jako przyprawy można również stosować takie rzeczy, jak sos sojowy, musztarda, majonez, miód, świeży imbir, sok z  cytryny – są to dodatki, które potrafią zupełnie zmienić smak potraw. Zioła dodawane do sałatek, miód do pieczonej brukselki, imbir do dyni – jest masa połączeń, które powodują, że nasza dieta poszerza się o nowe smaki. Jest to jednak coś, do czego musimy sami dojść na zasadzie prób i błędów.

  1. Skąd czerpać inspiracje.

Ja na początku swojej drogi trochę zbyt szybko zaczęłam pracować na „normalnych” przepisach dostępnych w Internecie. Nie do końca rozumiałam wtedy jeszcze, jak zachowuje się nasza mąka w słodkich wypiekach. Jednak dzięki tym niepowodzeniom, wiele się nauczyłam. Myślę, że na początku warto zacząć właśnie od podstaw, pogotować trochę prostych dań warzywnych i kiedy poczujemy się już pewniej z naszymi ulubionymi smakami, zacząć kombinować. Sprawdzone przepisy polecane przez innych rodziców są wspaniałym pomysłem na start, ponieważ są świetnie przetestowane na naszych produktach. Korzystanie ze zwyczajnych przepisów z książek kucharskich, blogów kulinarnych, Instagrama jest również fantastyczne, ale moim zdaniem, jako następny krok. Pamiętajmy, że takie przepisy czasami mogą wymagać użycia od nas trochę większej ilości mąki PKU ze względu na jej konsystencję. Warto się również wcześniej rozeznać w dostępnych nam zamiennikach – np., który wegański ser będzie się najlepiej topił na pizzy. W takich aspektach nieoceniona jest pomoc społeczności PKU, która z pewnością zawsze doradzi.

Co najważniejsze jednak, pamiętajmy też, że rzeczy mogą nam nie wyjść i to również jest zupełnie normalne. Każdy zalicza wtopy kulinarne, ale dzięki temu się uczymy i stajemy w tym coraz lepsi. Po  pewnym czasie dochodzi się do etapu, w którym gotowanie staje się intuicyjne. Wówczas zaczyna ono zajmować coraz mniej czasu, nie wymaga tylu przygotowań. Ja doszłam do momentu, w którym gotowanie mnie relaksuje i jest sposobem na oderwanie myśli od codziennych obowiązków. Daje to  też dużo satysfakcji, kiedy znajomi doceniają przygotowywane przeze mnie wegańskie dania, które możemy spokojnie wspólnie jeść. Naprawdę warto nauczyć się gotować z PKU!

Maria Słupska
« Zobacz poprzedni wpis